Wielka nadzieja sportu motorowego, kierowca jeżdzący w klasie MotoGP zginął na torze SEPANG, 4 minuty po rozpoczęciu wyścigu.
W wypadku brali udział trzej kierowcy Marco Simoncelli, Colin Edwards i Valentino Rossi. Marco stracił panowanie nad motorem tuż po starcie, a jadący za nim Edwards i Rossi najechali wprost na niego. Kierowcy nic nie mogli zrobić, gdyż Simoncelli zsunął się wprost pod ich koła.
Simoncelli startował w serii MotoGP od 2010 roku. Pierwsze pole position wywalczył na torze w Kataloni. A pierwsze podium w Czechach - wtedy był trzeci, a później drugie miejsce w Australii.
Wiele osób związanych z motorsportem jest w szoku po wypadku Marco. - "Kiedy tylko zobaczyłem to wideo, coś mnie zabolało w środku" - powiedział były mistrz świata Casey Stoner. - "Kiedy kask spada z głowy, to nie jest dobry znak."
"RIP Marco Simoncelli! To był wspaniały kierowca i bardzo miły facet. Moje myśli są z jego rodzina i przyjaciółmi. Nigdy nie zapomnę tego dnia" - napisał na Twitterze brytyjski kierowca MotoGP Cal Crutchlow.
Również Mark Webber zamieścił na Twitterze wpis poświęcony zmarłemu kierowcy. "RIP Marco. Straciliśmy wielki talent".
Spoczywaj w pokoju Marco.