Kevin Mirocha:"Z Polską łączy mnie bardzo wiele"

Chcę się dostać do F1, czuję, że jestem w stanie podołać wyzwaniu. Zwłaszcza gdy popatrzę na moje pojedynki z obecnymi kierowcami tej serii - mówi 21-letni Kevin Mirocha, który od tego roku chce reprezentować Polskę.

W 2011 roku Polacy, czekając na wracającego do zdrowia po wypadku w rajdzie Roberta Kubicę, emocjonowali się startującym przed Grand Prix Formuły 1 w Superpucharze Porsche Kubą Giermaziakiem - 21-letni kierowca wygrał dwa wyścigi, sezon zakończył na trzeciej pozycji. Tymczasem w bezpośrednim zapleczu F1 - serii GP2 - startował Kevin Mirocha. Reprezentant Niemiec, ale Polak z pochodzenia, który od tego sezonu chce startować w biało-czerwonych barwach, a niedalekiej przyszłości stać się konkurentem dla Sebastiana Vettela, Lewisa Hamiltona i Fernando Alonso w Formule 1.

Krystian Sobierajski: Niewielu polskich kibiców słyszało o tobie i twoich osiągnięciach.

Kevin Mirocha: Z Polską łączy mnie bardzo wiele. Mój tata mieszkał zaledwie kilometr od toru kartingowego w Koszalinie. Kiedy był jeszcze chłopcem, słyszał z domu odgłosy zawodów. Jechał tam rowerem i godzinami przyglądał się zawodnikom. Marzył, by kiedyś samemu jeździć. Niestety, nie miał na to możliwości finansowych. Los rzucił naszą rodzinę do Niemiec, ja się tam urodziłem. Gdy miałem dwa lata, dostałem swój pierwszy bolid F1 - elektryczne ferrari, a ojciec kupił sobie pierwszego gokarta. Po jakimś czasie sprezentował takiego również mamie i tak ścigali się we dwójkę na torze w Koszalinie. Płakałem, bo też chciałem wygrywać jak oni. No i dostałem najmniejszy model Baby Karta. Siedzenie było zrobione specjalnie dla mnie we Włoszech, bo w tamtych czasach nie było w produkcji seryjnej tak małych pojazdów. Spędzaliśmy z rodzicami po 12 godzin na torze, dzień w dzień. W przerwach ojciec uzupełniał benzynę, a ja, nie wysiadając, piłem mleko z butelki. Kanister z benzyną stał w jej pobliżu, więc niewykluczone, że coś się kiedyś pomieszało.

I poszedłeś drogą Kubicy.

- Przez cztery lata jeździliśmy do Koszalina kilka razy w roku. Na cały tydzień. Spotykałem często Roberta Kubicę i podglądałem, jak on jeździ. Próbowałem się z nim ścigać, ale był szybszy i parę lat starszy. Spisywałem się jednak na tyle dobrze, że rywalizowałem z coraz starszymi zawodnikami w mocniejszych gokartach. Chciałem startować w zawodach, ale na licencję w Polsce musiałbym czekać wiele lat. Już wtedy zresztą na przykładzie Roberta zauważyliśmy, że dalszy rozwój i sukces można osiągnąć tylko poza Polską. W kraju, gdzie jest dużo zawodników i silna konkurencja. A po sukcesach Michaela Schumachera w Niemczech nastąpił boom w sportach motorowych. Miałem siedem lat, gdy udało mi się uzyskać w Niemczech licencję startową. Warunkiem było niemieckie obywatelstwo. Z nim mogłem wreszcie wystartować w pierwszych zawodach kartingowych na torze w Kerpen. Byłem najmłodszy ze 190 zawodników w klasie "Bambini". Udało mi się zająć 34. miejsce. Pamiętam, jak płakałem, bo myślałem, że to zły wynik. Dziś uważam, że to był olbrzymi sukces. Tydzień później w moim drugim starcie dostałem się do finału. Niestety, gdy jechałem na czwartej pozycji, doszło do kontaktu z jednym z zawodników i nie dojechałem do mety. Takie były moje początki, a z powodu mojego wieku kłopotów przybywało. W Niemczech miałem trudności, by dostać licencję juniora, według przepisów byłem za młody. Zacząłem startować z holenderską licencją, gdzie jako najmłodszy zająłem trzecie miejsce w mistrzostwach tego kraju. Wróciłem do Niemiec i tam powtórzyłem podium. Później były Włochy, bo to obowiązkowy punkt dla tych, którzy chcą zrobić karierę w sportach motorowych. Odnosiłem sukcesy, ale co najważniejsze, na-uczyłem się jeździć przeciwko silnym zawodnikom.

I pewnego dnia znudziły ci się kartingi...

- W lutym 2006 roku powiedziałem rodzicom, że nadszedł czas na bolidy wyścigowe. Ojciec był w szoku. Zaczęło się zbieranie pieniędzy, szukanie sponsorów i przygotowania do formuły BMW na sezon 2007. W sierpniu miałem pierwszy test Formuły BMW w Muecke Motorsport. To w tym zespole jeździł obecny mistrz świata F1 Sebastian Vettel. Jako najmłodszy kierowca do-stałem zaproszenie do Hiszpanii na światowy przegląd kierowców organizowany przez BMW. Wygrałem tę imprezę z 40 najlepszymi kierowcami z całego świata, dostałem 50 tys. euro nagrody i roczny kontrakt z BMW. W marcu 2008 r. po oficjalnych testach zainteresował się mną Red Bull i dostałem kolejny kontrakt, będąc najmłodszym w całej stawce.

W 2007 r. pokazałeś się polskim kibicom podczas Pit Lane Park na Bemowie.

- Miałem 15 lat i kalendarz pełen terminów. Częste wizyty w siedzibie BMW w Monachium, szkolenia, nauka angielskiego, spotkania z mediami, terminy medyczne i fitness w siedzibie Red Bulla. Była też szkoła, wyścigi, no i to miłe za-proszenie do Warszawy wraz z zespołem BMW Sauber. To było dla mnie olbrzymie przeżycie spotkać tylu wspaniałych kibiców - byłem na wyścigach w wielu krajach, w tym roku jeździłem w GP2 przed zawodami F1, ale takich fanów jak wtedy na Bemowie jeszcze nie spotkałem. To nie jest żadna kurtuazja. Chciałbym zobaczyć, co by się działo, gdyby w Polsce odbył się wyścig F1 z udziałem polskiego kierowcy.

Vettel, o którym wspomniałeś, będąc dzieckiem miał nad łóżkiem plakat swojego idola, a teraz kolegi Schumachera. Ty też miałeś swoich idoli?

- Oczywiście zawsze podziwia się największych. Schumacher czy Senna to fenomenalni kierowcy, ale nikogo nie chcę kopiować. Mam własne cele i ambicje. Walczę z przyziemnymi sprawami, jak poszukiwanie sponsorów, zajmuje mi to coraz więcej czasu. Mam częsty kontakt ze sławnymi zawodnikami, nawet możliwość konfrontacji. W holenderskim teamie kartingowym byłem razem z Nico Huelkenbergiem. Wprawdzie nie jeździliśmy w tej samej kategorii, bo on jest starszy, ale często na tych samych zawodach. Z kolei w Formule BMW w zespole Muecke Motorsport prowadziłem bolid, w którym wcześniej ścigali się Vettel, Sebastien Buemi czy Sergio Perez. Co ciekawe, pracowałem z tym samym inżynierem wyścigowym. Słowem, mam wgląd do czasów referencyjnych, telemetrii, analizuję osiągnięcia najlepszych i próbuję te czasy poprawić. Często mi się to udaje, wtedy pojęcie idola nabiera trochę innego znaczenia.

W poprzednim sezonie byłeś w przedsionku F1 - GP2. Ale nie udało ci się ukończyć sezonu.

- Inaczej planowałem miniony rok. Chciałem jeździć w GP3, jednak sprawy potoczyły się inaczej i trzy dni przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu GP2, dzięki osobistemu zaangażowaniu i pomocy Tiago Monteiro, byłego zawodnika F1 i właściciela Teamu Ocean Racing, dostałem możliwość podpisania kontraktu. Bez wahania złożyłem podpis. Dopiero trzy dni później na testach na szybkim torze w Silverstone dotarło do mnie, że bolid GP2 to bardzo wymagający sprzęt, a ja jestem najmłodszy w stawce. Miałem walczyć z bardzo doświadczonymi zawodnikami, którzy mają za sobą wiele testów w F1. Do tego ponad 600-konny silnik Renault i bardzo trudne do jazdy opony Pirelli. Doszły jeszcze zmiany kół w boksie, czego nigdy nie robiłem. Musiałem w cztery dni nauczyć się wszystkiego, a sponsorzy wymagają dobrych wyników od pierwszego okrążenia. Niestety, już w czasie sezonu na Silverstone nie udało mi się ścigać z rywalami, mimo że ten tor znałem doskonale. Byłem kontuzjowany, a przy tak dużych przeciążeniach nie da rady jechać, nie będąc sprawnym w 100 proc. Szkoda, bo i deszczowe warunki mi sprzyjały. Lekarz nie pozwolił na start.

Zaliczyłem połowę sezonu, później doszły inne problemy, m.in. finansowe. Nie udało mi się dokończyć startów, ale i tak jestem zadowolony, bo moje wyniki były bardzo dobre jak na nowicjusza. Szczególnie dumny jestem z wyścigu w Monako. Startowałem z końca stawki, a skończyłem dziesiąty.

Szczerze przyznam, że był to najtrudniejszy sezon w karierze i wiele mnie nauczył. GP2 jest tak kompleksową i skomplikowaną serią jak F1. Z resztą krok z GP2 do F1 jest mniejszy, niż wielu sobie wyobraża.

Do tej pory startowałeś jako kierowca niemiecki. Od nowego sezonu chcesz reprezentować Polskę. Dlaczego?

- Niemiecką licencję musiałem mieć po to, żeby zacząć jeździć. Po doświadczeniach z polskimi kibicami w Warszawie marzę jednak, by jeździć dla nich. Widzę również, ilu fanów wspiera Roberta Kubicę w trudnych chwilach. W Niemczech to nie do pomyślenia, tam ważna jest tylko statystyka, wynik i sukces. Ale do tego potrzebna jest odpowiednia motywacja i doping. W moim przypadku to kibice sprawiają, że dajesz z siebie wszystko i jeszcze trochę. Dopiero to jest prawdziwy sport.

Jakie masz plany na obecny rok?

- Od zawsze byłem najmłodszym zawodnikiem w każdej klasie, dzięki czemu nigdy nie spędziłem dwóch sezonów w tej samej kategorii wyścigowej. Nie czekałem na zdobywanie trofeów, ale starałem się zdobywać doświadczenie i to jest moim atutem. To filozofia mojego ojca, startować na jak najwyższym poziomie, gdzie jest najsilniejsza konkurencja. On zawsze powtarza, że lepiej być 15. w mistrzostwach świata, niż wygrywać wszystkie lokalne wyścigi. Ja to potwierdzam. Teraz nawet F1 nie będzie dla mnie zaskoczeniem. Chcę się dostać do F1, czuję, że jestem w stanie podołać wszystkim wyzwaniom, zwłaszcza gdy popatrzę na moje pojedynki na torze z obecnymi kierowcami królowej sportów motorowych - Romainem Grosjeanem, Julesem Bianchi czy Charlesem Piciem.

W Polsce F1 to przede wszystkim Robert Kubica, ostatnio także testy Kuby Giermaziaka, no i ty. Czego potrzeba, by tam się znaleźć?

- Partnerów, zaplecza osób i firm, którzy mają ten sam cel - sukces. Dziś kierowca wyścigowy, nawet ten najszybszy, nie ma szans bez wsparcia życzliwych mu osób oraz sponsorów. Tak było w GP2 i tak jest w F1.

Będziesz jednym z najlepszych kierowców wyścigowych na świecie?

- Absolutnie, jestem tego pewien.

Rozmawiał Krystian Sobierajski, Polsat Sport


Kalendarz imprez

24.05.2012 - 27.05.2012
08.06.2012 - 10.06.2012
22.06.2012 - 24.06.2012
06.07.2012 - 08.07.2012
20.07.2012 - 22.07.2012

Relacje live